Poniżej znajdziecie
tytuły oraz treść kilku najnowszych tekstów
(łącznie z datą ich powstania)
Hypnotized
(20.IX.2004)
Jestem
nowym życiem
(14.VII.2004)
Kto
wygrywa?
(6.XI.2004)
Kwiat
nienawiści
(brak daty)
Niepokój
(brak daty)
Poza
światem
(brak daty)
Proste
reguły
(12.VI.2004)
Symmetry
of arts
(brak daty)
W
moim własnym śnie
(6.VII.2004)
Za
Troję
(17.VI.2004)
In a mud of strong temptations
In a cage of poisoned feelings
I am facing my distortion
There’s left only gas to breath in
Shadows of myself surrounding
Me, I feel like lost in time
Air so freezing, sun so blinding
I’ve got no more place to hide
Ref.
I
am naked
No
more secrets, no more lies
I
am naked
So
I stand before your eyes
Always
tempted
Your
compliments are paradise
I
am naked
Hypnotized
Every step I make is wrong
Every dream I dream’s to shy
To dig my way through pointing fingers
To finally close your wathicng eyes
Ref.
To gain myself some privacy
Escpae from words, which are killing me
To stand alone against the world
I should have known, how the truth hurts
Ref.
W innym czasie, w innym miejscu
W innym kształcie się obudzę
Bez pamięci, bez przyszłości
Czy to jawa, czy świat złudzeń
Nie wiem czy się ruszać mogę
Nie wiem czy potrafię myśleć
Budzi we mnie wszystko trwogę
Co się tylko może przyśnić
Ref.
Bo ja wierzę, że istnieje
Nowa życia emanacja
By kolejne przeżyć dzieje
Szansą tą jest reinkarnacja
W nowym świecie, nowe siły
Wiary w siebie mi dodadzą
Nawet jeśli będą drwili
Z dumy mnie już nie okradną
Skoro raz już umrzeć mogłem
I narodzić się na nowo
Wszystko jedno, co osiągnę
Trwam na wieki et ab ovo
Ref.
Nie ma dla mnie już znaczenia
Ile się mych marzeń spełni
Siłę czerpię z życia rdzenia
Kipi radość w serca głębi
Że raz jeszcze ujrzę słońce
A deszcz schłodzi me oblicze
Ptakiem, psem, kotem, zaskrońcem
Ale jestem, nowym życiem
Ref.
Poprzez
wicher, grad i burzę
Wbrew
złym szeptom, wbrew naturze
Całe
życie brnę ku Tobie
Jakże
trudna jest ma droga
Pełna
wiórów, drzazg i prętów
I
kocham!
Wielkich
słów wokół mnie pełno
Duma,
patos – to codzienność
Jeden
z kijem, drugi z nożem
Myślą,
że polegać mogą
Na
swej sile i odwadze
Na
uporze, ciężkiej pracy
Cały
tydzień na siłowni
Mięśnie
mózgu są gotowe
Za
nic mają mnie frajera
Bo
mi się na brzuchu zbiera
Tłuszcz,
co ciąży jak Krzyż Pański
Mam
coś jednak, czego brak im
Ref.
Zmiotą,
zmiażdżą lub zabiją
Problem
swój rozwiążą siłą
Płeć
nie robi im różnicy
Dla
każdego są jak dzicy
To,
co mówią, jest jak świętość
Styl
ich życia, to konieczność
Gardzą
sobą, mną i Tobą
Pięścią
leczą swą chorobę
Mnie
to wszystko nie obchodzi
Mimo,
że nie jestem „z Łodzi”
Dresu
też nie noszę jakoś
Ale
wiem, iż żyć jest warto, gdyż...
Ref.
W
imię siły i MAMONY
W
imię kasy i PRZEMOCY
Czymże
w końcu ten świat żyje?
Oni
ćwiczą, a ja tyję
Kto
tu jednak cierpi bardziej
Skoro
siłą jest najłatwiej
Zrównać
z ziemią swe przeszkody
Kto
tu kogo uczyć może
KTO WYGRYWA??!
Jeszcze nigdy
Nie czułem się tak podle
Jeszcze nigdy
Nie byłem tak blisko dna
Nigdy, nie myślałem że mnie spotka
Tyle bólu i ogarnie strach
Ref.
Przed tym, co normalnie
Nie wzbudzało dreszczy
Jak co roku lato trwa
Lecz ja rozpadam się na części
Być może to jest sen
I kiedy się obudzę
Zakwitnie we mnie kwiat
Nienawiści
Pełno znaczeń
Mnóstwo wątków, zero sensu
Pełno pytań
Odpowiedzi nie na miejscu
Pełno marzeń w mojej głowie
Które nigdy się nie spełnią
Zamiast strachu chciałbym poczuć
Najzwyczajniej obojętność
Ref.
Tonę, tonę, tonę, tonę, tonę
W morze nieprzyjaznych słów
Gonię, gonię, gonię, przeszłość, gonię
Chciałbym by powrócił znów
Spokój, cisza, marazm, cichy szept
Jakże już się nie bać chcę
Słowa, cienia, gestu, nawet własnych snów
PIELĘGNOWAĆ KWIAT
MOJEJ NIENAWIŚCI
Czy czujesz czasem, że giniesz w tłumie
Że chcesz coś przekazać, lecz nikt nie rozumie
Że wijesz się, krążysz w międzyludzkiej przestrzeni
Jak można to zmienić, czy można to zmienić
Próbować, zachować wiarę wbrew sobie
Od nowa zaczynać bez względu na powiem
Wiatru krytyki, wyzwisk powodzi
Jeśli to czujesz, to znaczy, że błądzisz
Ref.
Jak drzewo, co góruje samotnie
Na drobnym wzniesieniu, za wzgórza oknem
Ja, Ty i inni, w oko huraganu
Wciąż jednak silni, niezmiennie trwamy
Czy czujesz czasem, jak marzenia pryskają
Niczym bańki mydlane, rzeczywistość pochłania je
Razem z Twą duszą, razem psychiką
Z dnia na dzień bardziej stajesz się dziki
Nie dać się, wytrwać, oto jest sztuka
Życie wciąż płynie, a Ty nadal szukasz
Ciepłego miejsca, momentu wytchnienia
Tej jednej chwili spokoju sumienia
Ref.
Jeśli się boisz, to przestań, nie warto
Strach Cię zamyka, sieje złe ziarno
Niepewność kiełkuje od czasu do czasu
W każdym z nas przecież, niezależnie od blasku
Słońca o wschodzie i łuny księżyca
Każdy z nas szuka, wciąż kluczy i pyta
Lecz tylko nieliczni znajdują swe odpowiedzi
I w Tobie i we mnie niepokój siedzi
O JUTRO!
Od kiedy przyszedłem na ten świat
Mówiono mi, że nie popłaca fałsz
Zagubiony pośród roju prawd
Sensu słów tych szukam od lat
I kiedy tylko trochę pomyślę
I kiedy tylko zdanie wypowiem
Które pod prąd rwącej płynie Wiśle
Otrzymuję zawszę tą samą odpowiedź
Ref.
Odejdź, jesteś nikim
Nikt Cię nie usłyszy
Nie uwierzy w słowa
Twojej chorej głowie
Po co ciągle piszesz
Skoro nikt nie czyta
Pluje, niszczy, nienawidzi
Wie lepiej, nie chce pytać
Czasem nawet tracę wiarę
W to, co robię, czuję, widzę
Nie chcę myśleć, słyszeć wcale
Po prostu udam, że się wstydzę
I zamknę Wam usta moim milczeniem
Może ta cisza zadudni Wam w głowach
Może ktoś kiedyś jednym skinieniem
Przyzna mi rację, nie mówiąc słowa
Ref.
Poza światem, myślą, mową
Nie ma miejsca tu wśród żywych
Dla mnie w Waszych małych głowach
Sam zwierciadłem jestem krzywym
W którym się odbija słońce
Ale już pod innym kątem
Grzeje głowę mą w odbiciu
Nocą jednak jest me życie...
Po co się silić na wielkie słowa
Po co znaczące zdania budować
Kto będzie czytał wersy płomienne
Komu do szczęścia zasady potrzebne
Żadnych zbędnych ograniczeń
Żadnych wzorów, żadnych życzeń
Bohaterów, ideałów
Życie toczy się pomału
Ref.
Proste reguły, świat jest nieczuły
Na dobre rady, na miłość, na zdradę
Rządzi grupa ludzi, nie ważne wartości
Sam się czuję tu, tylko zbędnym gościem
Mocniejszy wygrywa, po co mydlić oczy
Słaby tylko patrzy, nic nie mogąc zrobić
Nawet zabrać głosu, bo nikt go nie słucha
Demokracja Panów, degradacja duszy
Na nic próby, by coś zmienić
Każdy człowiek ma swą cenę
Jeśli będziesz niewygodny
Zdepczą Ciebie i Twą godność
Ref.
Lepiej schować głowę w piasek
Tam też przecież grzeje słońce
Nawet jeśli pada czasem
To już tylko tułów zmoknie
Może ktoś Cię kopnie w tyłek
Jeśli ten będzie wystawał
Ale Ty zachowasz siłę
By się czołgać, więc nie wstawaj
I nikt już o Tobie
Nie będzie pamiętał
Spuść uszy po sobie
Życie się stanie lżejsze
Ref.
Drifting
far away
Looking
at the distance
In
a silent pray
My
soul is like a crystal
All
forgotten memories
Running
through my head
I
feel the Death is dancing
Her
breath touches my back
In
the symmetry of arts
I
forget myself
In
the symmetry of arts
The
dream that I won’t share
In
the symmetry of arts
I’m
standing here alone
In
the symmetry of arts
There
is no way back home
The
world seems like a cube
With
no windows left
I
wonder what say U
When
a knife reaches your back
In
the symmetry of arts…
That’s
the way it goes
We
are on our own
Alone
There’s
no symmetry
Only
in the dreams
We’re gone
Jutro znowu się obudzę
Ciepłe, dobre wstanie słońce
Krainę opuszczając złudzeń
Gdzie miłość ma była kochaniem
Gdzie znaczył coś mój gest i słowo
Gdzie mogłem zmienić coś na lepsze
Gdzie każda chęć mogła na nowo
Budować, tworzyć świat bezpieczny
A tu nie będę już miał władzy
Tutaj jestem jednym z wielu
Gdybym mógł wciąż spać i marzyć
Gdybym mógł dążyć do celu
Ref.
Spokojnie, bez waszych spojrzeń i dotyku
Chociaż raz zapomnieć, że
Nie muszę się już z nikim liczyć
Żyjąc w moim własnym śnie
Jutro znowu się obudzę
Ciepłe, dobre słońce wstanie
Powieki me uniosę z trudem
I spojrzę w dal, gdzie nie ma granic
Ponad kraje, morza, lasy
Gdzie nie biegną już podziały
Gdzie się żyje poza czasem
A duszy już nie trzeba ciała
Tam, gdzie rodzą się me myśli
W samym sercu mego świata
Tam, gdzie zawsze będę czysty
Nawet jeśli wszystko stracę
Ref.
Nie ma kłótni, ani sporów
Nie ma zdrady, potępienia
Jutro, dzisiaj, kiedyś, wczoraj
Czas tu żadnej roli nie gra
Każda chwila jest wiecznością
Jedną taką w swym rodzaju
Mogę to powiedzieć głośno
Tutaj blisko jestem raju
A głupi niech się budzą...!
Kiedyś dawno, w ziemi starej
Ludzie zawrzeć pokój chcieli
I do stołu już zasiedli
I kielichy w górę wznieśli
Kruche było to przymierze
Lecz zawarte w słusznej sprawie
Honor, duma i wyniosłość
Im nie przeszkadzały radzić
Jedna chwila zapomnienia
Duszy impuls, ciała magnes
Zdrada miłość w wojnę zmienia
Przesłania świat emocji bagnet
Ref.
Rozpacz, chciwość i głupota
Stały się przyczyną wojny
Ilu z nas zginie za Troję
W imię zapędów jednostek
Choć minęło wiele wieków
Choć rzekomo się uczymy
To ja chyba jestem ślepy
Bo różnicy dziś nie widzę
Nadal w imię waśni rodzin
Czy też klanów porachunków
Ginie przyszłość całych państw
Bez pomysłu, bez warunków
Bez kodeksów, zasad, reguł
Rzeź się co dzień dokonuje
Młodzi giną, starzy patrzą
A ja sobie w brodę pluję
Że nie mogę więcej zrobić
Tylko pisać „durne” słowa
Które i tak nie pomogą
Zbyt są przecież niewygodne